# 3 i 4 dzień trzeci i czwarty

Brak mi pomysłu na jakiś sensowny tytuł, więc dzisiaj obędę się bez niego. Czytam dalej „Czterogodzinny tydzień pracy” i mam naprawdę mieszane uczucia. Mam wrażenie, że to książka dla „młodych cwaniaków” i już nawet bez problemu potrafię wskazać „kariery” zrobione w podobny sposób. Mnóstwo tak naprawdę mało przydatnej wiedzy i pseudo ćwiczeń dla wariatów. Ach, Ci amerykanie… kupią wszystko.

Oczywiście dalej jestem pełna podziwu dla przedsiębiorczości Tima, bo niewątpliwie udało mu się „coś” osiągnąć. Sprzedał raczej nie jakaś tajemną wiedzę rzeszom ludzi i zgarnął za to na pewno niemałe pieniądze. Życie.

Jak się mają moje cele?

No cóż. Wczoraj i przedwczoraj zanotowałam porażkę na wszystkich czterech frontach.

Gdy ogarnął mnie hurraoptymizm i ogłosiłam, że postaram się zakupy ograniczyć do zupełnego minimum, z niemałym przerażeniem przypomniałam sobie, że przecież nie mam butów na okres jesienny i zimowy. Te, w których przełaziłam ciąże i cały następny rok, rozczłapały się tak, że nadawały się tylko do wyrzucenia, co też przecież uczyniłam. Super.

Z jedzeniem było trochę lepiej chociaż niestety też nieidealnie. W szafce, w pracy znalazłam kawałek czekolady i oczywiście nie omieszkałam go wchłonąć. Na obiad zaserwowałam sobie ziemniory i jajko sadzone…

Dwie godziny dla młodego tez upłynęły jakoś nie tak, bo ma latorośl była chyba w kiepskim humorze. Zresztą zdarzyło mi się za to oberwać z „placka” po policzku. Tak właśnie – odkrył, że „plaskanie” wywołuje fajny dźwięk – szczególnie na ciele matki-rodzicielki-karmicielki. Placka mnie więc na potęgę po buzi, brzuchu, rękach i nogach. Super.

Pomysł na biznes, który wpadł nam (w rewolucję wciągnęłam również męża) do głowy w trakcie drugiego dnia – odrzuciliśmy. Powód? Wymaga stałego zaangażowania pracy własnej. Jeśli decydujemy się na biznes „ekspercki”, to trzeba się liczyć z tym, że łatwo się z niego nie uwolnimy. Marka, którą ewentualnie stworzymy, będzie się kojarzyć z naszą osobą, nazwiskiem. Nawet zatrudniając w przyszłej perspektywie pracowników, nie zdołamy tego w stu procentach „zautomatyzować” i pozbyć się naszego udziału. A my chcemy taki biznes, który po jakimś czasie będzie „hulał” bez naszego stałego nadzoru.

No nic myślimy dalej. Przynajmniej zaczynają nam się klarować i precyzować nasze oczekiwania/założenia:

  1. Firma w dłuższej perspektywie nie może wymagać od nas niemalże całodobowego zaangażowania. Po okresie „rozkręcania” powinna być w stanie funkcjonować bez naszego stałego nadzoru.

  2. Nie mamy dużych pieniędzy na start – początkowy budżet musi się zamknąć w kwocie 4 tyś. zł.

  3. Szukamy niszy w przestrzeni internetowej, bo to właśnie z tym obszarem wiążemy naszą przyszłość. Powód? Chcemy być niczym cyfrowi nomadzi. Podróżować i móc pracować w razie potrzeby z każdego miejsca na ziemi.

  4. Nie oczekujemy „kokosów” i jesteśmy przygotowani na ciężką pracę.

W miarę upływu czas na liście na pewno będą się pojawiać kolejne pozycje. O wszystkich zmianach będę Was oczywiście na bieżąco informować.

Reklamy
# 3 i 4 dzień trzeci i czwarty

2 uwagi do wpisu “# 3 i 4 dzień trzeci i czwarty

  1. Też bardzo bym chciała mieć taki styl życia, ale poza marketingiem czy bycia bardzo dobrym w IT nie widzę innych mozliwości. Blogowanie i własny biznes to jedno, ale nie mam kompletnie pomysłów…

    Polubienie

    1. Mi pomysłów nie brakuje, ale brakuje mi odwagi i rzucenia się na głęboką wodę. Obiecałam sobie jednak, że spróbuję bo nie chcę reszty życiu spełnić na gdybaniu „co było gdyby”? Poza tym, teraz już dobrze wiem, czego od życia oczekuję:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s