JESTEM MATKĄ. NIE WYRABIAM. MEA CULPA.

Jestem matką. Nie wyrabiam. Właściwie tak w dwóch zdaniach mogłabym opisać, co się u mnie dzieje. Czasami zastanawiam się czy to moja wina, że nasze życie zrobiło się takie niezorganizowane, czy z dziećmi po prostu tak jest. Dobrze, że trafił mi się mąż, który pomoże w sprzątaniu i pozmywa gary po obiedzie, bo inaczej strach pomyśleć… Dzisiaj mija czterysta dwudziesty któryś dzień odkąd nie przespałam całej nocy. Ba, nie przespałam nawet 3-4godzin bez przerwy. Tak więc brak ciągłości snu daje się we znaki. Mam wrażenie, że mój mózg odłącza różne (z jego punktu widzenia mało istotne) funkcjonalności i nastawił się po prostu na tryb „przeżyć”.

Gdy idę do pracy to z jednej strony się cieszę bo trochę „odpocznę”. Z drugiej czuję ogromny żal, gdy widzę łzy w oczach mego dziecka, że wychodzę, zostawiam go. Do pracy dojeżdżam więc rozbita i rozdarta. A w pracy wcale nie lepiej. Czasami nie mogę się już połapać, czy to ja zmieniłam się tak bardzo, czy ludzie. Wiem zaś jedno – za każdym razem, gdy przekraczam firmowy próg, w uszach dźwięczy mi tekst „I don’t fit here anymore”. Moje godziny są tutaj policzone. Nie lubię tego miejsca. Nie potrafię się już tutaj odnaleźć i co gorsza – nie mam wcale ochoty z tym coś zrobić. Chciałabym być niedługo w zupełnie innym miejscu i do tego powoli dążę.

Co chciałabym robić w życiu? Chciałabym podróżować. Z rodziną. Przez cały rok albo i lata. I nie mam tu na myśli podróży typu „all inclusive” tylko takie najzwyklejsze w świecie „wałęsanie się”. Najpierw gdzieś na południe Europy i Bałkany, a potem może gdzieś dalej? Dlatego chciałabym móc pracować z każdego miejsca na ziemi. I to jest właśnie mój plan na przyszłość.

Na koniec muszę się jeszcze do czegoś przyznać. Wcale nie jestem z tego dumna. Trwonię pieniądze w firmowym barku. Rano, nie mam nawet jak pomyśleć o śniadaniu bo moje dziecko cały czas na mnie wisi, a że jeszcze go podkarmiam piersią… to sami wiecie… Wieczorem zaś muszę ugotować coś dla młodego i męża. Trzeciego obiadu w wersji wege dla siebie nie mam już siły przyrządzać. Poszłam na skróty. Ale obiecuję sobie, że to tylko chwilowe. Życie…

Reklamy
JESTEM MATKĄ. NIE WYRABIAM. MEA CULPA.

6 uwag do wpisu “JESTEM MATKĄ. NIE WYRABIAM. MEA CULPA.

  1. Nie wiem, czy Ci to choć trochę poprawi humor, ale dopinguję Cię w wysiłkach! I szczerze, podziwiam pracujące matki.

    Ja macierzyństwo mam dopiero przed sobą, w planach. Tak czasem się zastanawiam, jak zdołam pogodzić wszystkie aspekty życia: pracę, relacje z mężem, opiekę nad dziećmi, pasję. I do tego nadal chciałabym mieć czas pojeździć na rowerze, pobiegać… Zobaczymy, jak mi to wyjdzie, gdy przyjdzie już co do czego. Chciałam Ci tylko napisać, że moim zdaniem fakt, że znalazłaś czas na prowadzenie bloga w takim rozgardiaszu zadań świadczy o tym, że jednak OGARNIASZ! 🙂

    Co do podróżowania po świecie – odezwij się może do Alicji z bloga Oszczędnicka. Ona właśnie ma na koncie taki trip dookoła świata razem z mężem. Zajęło im to rok, z tego, co pamiętam 🙂 a nie wydali wcale fortuny. Pozdrawiam!

    Lubię to

  2. Dzięki serdeczne za miłe słowa i podpowiedź w kwestii podróżowania:). A jeśli chodzi o pogodzenie różnych pozornie sprzecznych zajęć – to my kobiety podobno robimy to mistrzowsku:) Także – pewnie sama się zdziwisz, jak Ci to będzie dobrze wychodzić:) – ja mocno trzymam kciuki!

    Lubię to

  3. Mam nadzieję, że te obecne trudy życiowe nie sprawią, że przestaniesz marzyć. A co do marzeń to one się nie spełniają, je się spełnia. Więc życzę Ci dużo samozaparcia, siły, wytrwałości i wielu przespanych nocy. Uda się!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s